Mucha

Gdybym była trochę ładniejsza, mogłabym kupić sobie modny ciuch.

– A widziała pani sklepowa, jak ta od Kwiatkowskich do kościoła się wystroiła? Takie jakieś pstrokate, kolorowe i jeszcze wielką chustę se zarzuciła. A usta? Mówię pani, różowe takie, wyjechane poza, żeby z daleka było widać. No nic jak kurewka! Toć ona po czterdziestce już. Nie godzi się! No mówię pani kochana – wstyd. I tera bedo nas paluchami wytykać? Całe nasze Rościszewo? Żeby ona chociaż wyględna była. A nie, gębę jakby kombajn przejechał i stroić się umyśliła.

Wielka czarna mucha pobzykuje gdzieś pod sufitem.

Gdybym była trochę szczuplejsza, mogłabym chodzić na siłownię.

– Tylko się nie oglądaj, w lustrze zobacz. Zara za atlasem. Niezły pasztet, nie? Następna klucha będzie nam pocić sprzęty. Wagę zmieniać. Na kardio by se poszła. Ty, ja nie wiedziałem, że getry w takich rozmiarach robią, co nie? Dołóż mi czterdziestkę. O, patrz jak nie wie, że to się tyłem siada. Masz, tera ty, ja na trzecią serię na ławeczkęidę. Co za kolos, ja pierdolę. I jeszcze zerka. Ty, zerka na nas. No czego tu, kurwa?

Mucha uparcie ociera się o tynk, tańczy, jakby chciała się podrapać w plecy ścianą.

Gdybym była młodsza, mogłabym pohuśtać się na huśtawce.

– Poważnie tam usiądzie? Przecież to dla dzieci. No cicho, cicho. Pić chcesz? No patrz, siada, nawet się nie obejrzała, czy patrzymy. Oj, ten twój Kinuś to taki słodziak. Nawet za smoczkiem nie płacze. A to widziałaś? Mojej siostry. No kuźwa, huśtać się zaczęła. Tak bez krępacji. No kto dorosły włazi na huśtawkę? A może upośledzona jakaś, co? Kacperek, oddaj koleżance grabki. To nie twoje. Nie, nie twoje, te są różowe. No nie płacz, baw się wiaderkiem, jutro kupimy. Ty, patrz, cały czas się huśta i jeszcze się szczerzy w niebo. Pieprznięta jakaś. Oj, ti, ti, ti, jaka słodka buźka. Smoczka nie chcesz? Ty, a może to jakaś pedofilka jest?

Mucha trochę udaje, że znudziło ją latanie z bzykaniem. Łazi po ścianie, jakby ćwiczyła uniki.

Gdybym była bardziej otwarta, spytałabym dziewczyn, czy mogę po koncercie do nich dołączyć.

– A co ona tu robi? I kogo teraz będziemy obgadywać? Wiesz co, ty tym swoim dobrym sercem świat chcesz naprawiać i teraz będziemy się męczyć cały wieczór. Zdrówko, żeby nie widziała, bo nie wiadomo, co jej odpali, jak będzie równo z nami pić. Barman! Dolej! No. Reszty nie trzeba. Zobaczysz, będzie tylko siedzieć i łypać na nas, potem nie wiadomo, co rozgada. Mówię ci, cichociemna jakaś. Koniecznie z nami. A co my, kurwa, jesteśmy, co? Grupa terapeutyczna, żeby ciągać za sobą nieudaczników? I może jeszcze pytać co u nich, a potem słuchać, jak flaki wyciągają i roztrząsają każdy nieudany krok? No wiem, wiem, sucz ze mnie wyłazi, no ale weź. Miałam wam opowiedzieć o randce z Grzechem, a ta się przecież w nim podkochuje od podstawówki. Weź na drugi raz nie ogłaszaj wszystkim, że na wódę idziemy.

Mucha odrywa się od ściany i z pełnym impetem uderza w szybę.

Gdyby było nas więcej w tej wsi, moglibyśmy coś zmienić na lepsze.

A co im znak da? Że niby wszyscy będą zwalniać, bo znak będzie stał? Weź Franek dla mnie też. Jutro ci oddam. I co, myślą, że dzieciaki będą bezpieczniejsze? Pokaż mi, kogo tu znak powstrzymuje. Ale że co policja? Kto tu widział ostatnio policję? No to w piździec wywalim w nocy znak i tyle będzie. Co za kretyny się tam za piotrowym polem lęgną. I jeszcze by psy nasyłali, że maski na ryju nikt nie ma. Sami niech se ryje chowają, wara od mojego. Myślą, że telewizję światową oglądają, to mądrzejsze? Co? A, tak, potrąciło. Bo się napruł w trzy dupy i rowerem wracał z Niezgułowa. No szkoda chłopa, szkoda. Co mówisz? A gdzie tam! Przecież nikt nie będzie głosował na idiotów, co tu zakazy jakieś chcą robić, że niby bezpieczniej. Pierdolenie takie. Po staremu zostanie, niech sobie w miastach zmieniają, jak takie nowoczesne chcą być.

Mucha ogłuszona uderzeniem w szybę spada na parapet.

Gdyby było nas więcej, moglibyśmy pokazać im, jak są manipulowani.

– A co będą mi tu swoją politykę opowiadać? Źle mi? Odkąd wygrywają, to my z Heńką tak żyjem! O tak! Mówię ci. Jej to się już nie opyla do Strzałkowa dojeżdżać do pracy, w zimnie, w tłoku. Siedzi w chałupie, bo i tak dostaje tyle samo. Nie musi się po żadnych przedszkolach użerać, po babciach dzieciaków rozwozić. Nie, no coś ty. A po cholerę nam ślub, jak ona jako samotna matka więcej dostaje? Daj se siana, ja nie taki głupi jak Pieter. Ten to od razu śluby jakieś. Jeszcze na salę wydał tyle, że mu się w kopertach nie zwróciło. Co, że droższa? No ja to już tam nie wiem, tankuję zawsze za stówę, to co mnie podwyżka obchodzi? Dobrze jest. Pisiąt pięć calaków kupiłem za dwa miesiące pincet plus. Przyjdź na mecz. Kto? Nie, no co ty, on ma tylko pisiąt. Ja mam największy. No i w czym lepsi byli, co? Remont drogi zrobili? Nie. Dopiero zaraz po wyborach się ruszyło. A co ty mi pieprzysz, że to tamci? Przecież mówię ci, że po wyborach ruszyli z drogą. Od razu rozkopali, ciach, ciach i jest! Tydzień po wyborach. A tamci tylko obiecywali, że niby na razie nic nie mogą, że na kolejne lata. Zobacz, kopalnie też ratują i nie będą nam jakieś wiatraki szumu robić, pola jakieś magnetyczne wytwarzać i ptaki wybijać. A idź w cholerę, głosuj se na tych złodziei, ja przynajmniej na praworządnych głosuję, a nie na tych zdrajców narodu.

Mucha tłucze się o szybę. Bzyczenie wwierca się w mózg.

Gdyby było nas więcej, moglibyśmy sprzeciwić się ograniczaniu wolności.

– Widziałaś Kryśka, co za pierdolety na tefałenie gadali? Że niby podwyżka to wina rządu, że gospodarkę nam rozkradają, że sądownictwo upada i że w ogóle ruina. No mówię ci, tak to się dawno nie zdenerwowałam, aż kazałam Krzyśkowi na wiadomości przełączyć, bo palpitacji dostałam. Jak mogą tak ludzi kłamać? Tak w głowach mieszać? Przecież widziałam. Pokazywali wykresy, że teraz to jest lepiej. A tamci to wiadomo, prywatna telewizja, to i prywatne zdanie wypowiadają i potem człowiek nie wie, w co wierzyć. No mówię ci, gdybym więcej tych głupot pooglądała, to byś mnie chyba w szpitalu odwiedzała. Pokazywali, że niby demonstracje antyrządowe są. Fotomontaże robią, że niby ludzi więcej, a pewnie dziesięć osób było. Prywatna telewizja. Do czego to dochodzi, zapłacą, to im człowiek powie, co tylko chcą. Jak z tymi gazetami. Szmatławce cholerne, nic się prawdy nie dowiesz.

Mucha przysiada na parapecie. Błoga cisza trwa za krótko. Ciężko unosi się do lotu i znów jeździ po szybie z przeciągłym bzykiem.

Gdyby było nas więcej, stanęlibyśmy naprzeciw wojska.

– Jaki stan wyjątkowy? A tam, to propaganda zwykła, gadają głupoty, przecież by już dawno było o tym głośno, że ludzie umierają. Co, że nie wpuszczają? A co, ciapatych mają wpuszczać, żeby nam tu rodziny wymordowali, zamachy robili? Swoich trzeba wspierać, a nie, kurwa, obcych wpuszczać. Wpuszczą jednego, to potem kolejni przyjdą. Dobrze, że nie wpuszczają. Jeszcze by nam się z naszymi mieszać chcieli. Co, że z dziećmi? A kto dzieci na takie niebezpieczeństwa naraża? Nie wierzę. Takie gadanie, jakiś lewy dziennikarzyna, co na sensacji chciał zarobić napisał, że umierają? Kto mu uwierzy? Jeszcze karetkę sami rozkradli na pewno, a teraz zwalają. I na kogo? Na wojsko, bo oni gadać nic nie mogą, to najłatwiej na nich zwalić. Daj spokój, propaganda i tyle, zawsze się znajdą debile, którzy nie wierzą, że nasz rząd robi wszystko dla nas. Dla Polski.

Mucha po kolejnej próbie przebicia szyby opada na parapecie. Nóżki powoli mieszają powietrze.

Gdybyśmy tylko mogli coś zmienić.

Mucha wydaje krótki bzyk. Resztkami sił unosi się i leci wprost na mnie, by z całą mocą natrzeć i w heroicznym rajdzie walnąć w moje czoło. Odbija się i spada na podłogę.

Zachrzęściło pod kapciem.

W końcu przestała bzyczeć.


Magdalena Batko – urodzona w 1975 roku Gdańszczanka, dotąd pisarka szufladowa budząca się do wyjścia z ukrycia. Jako graficzka i składaczka książek realizuje swoje pasje, obcując nieustannie z literaturą. Niepoprawna optymistka, miłośniczka natury, przaśności, gór, żagli i nicniemuszenia.