wiersze

czArna madonna (negatyw)

przedtem u nas we wsi
to był nawet taki jeden
ale uprzejmy bardzo
zawsze dzień dobry dobry wieczór
tak śmiesznie wymawiał
ale się chwaliło że 
pięknie po polsku
jak przyjechał ksiądz
to był dostojny jak diabeł
jak szedł drogą 
na podobieństwo wielkiego cienia
to mu jedynie koloratka jaśniała
jak mały judasz
pomiędzy twarzą a sutanną
a jej biel w końcu stawała się kolorem
jedna baba szczególnie oczytana
to była przekonana że wioskę 
prawdziwy antychryst nawiedził
potem ksiądz tłumaczył że
widział jak Madonna tańczy w telewizji
i chciał do kraju który
szczególnymi łaskami obdarzyła
ale się zdziwił jakeśmy mu
pokazali obraz
bo jego Madonna była biała
potem pokazywał nam jej zdjęcia
jak błogosławi dzieci takie jak on
i to było prawie tak samo
jakby nas nasza czarna Madonna
błogosławiła
tylko że na odwrót
po księdzu to widać że on myśli
że biała Madonna go oszukała
ja tego nie rozumiem
bo gdyby nie ona
nie byłoby go tu z nami
ale tłumaczę mu cierpliwie
że nasza czarna to jest taka matka
co nikogo nie odrzuci
a że jej kolor
to jedynie z dymu świec pochodzi
więc w każdej chwili 
można by ją na powrót 
wybielić

pOranna czerwień

oczy otwierają się niepytane
potrzeba kilku sekund żeby przypomnieć sobie
który to wiek
dwanaście godzin głębokiego snu
tylko po to aby obudzić się w świecie
zmęczonym do szczętu
podchodzisz półprzytomnie do okna
i otwierasz je na siedmiorzędowe szczęki hałasu
na świecie na zewnątrz powietrze przewala się na lewą stronę
ziarniste od warkotu opadających zardzewiałych sfer
pszczoły padają jak muchy
dwa piętra nad tobą 
w nieco rzadszym półcieniu
unosi się coś co nie ma prawa warczeć tak przytomnie o poranku
ale nie sposób dyskutować z jego lepkim cieniem
powoli zaczynasz akceptować ten krwistoczerwony filtr
nałożony na dźwięki miasta
jako jego domyślny sound design
„wyśpisz się w trumnie”
więc wracam do trumny
z której przed chwilą na próżno się dźwignąłem
tylko po to aby usłyszeć jak na wykresach temperatury
różnica pomiędzy mną a światem
powiększyła się o kolejną kreskę
nie czytam wykresów
ale słyszę jak tykają w tle
jak ten zardzewiały czerwony grzebień 
wbity w moją głowę
który w każdej chwili może 
rozsypać się na syczące ostre odłamki
i spłynąć tętnicami do płuc i nerek
zastanawiam się czy 
ktoś jeszcze to czuje
jeszcze przez chwilę pozwól mi
być tylko zarysem ludzkiego ciała
nieukończonym niezobowiązującym
szkicem niezidentyfikowanego organizmu
zmieszanego z pościelą resztkami owoców
pokruszoną porcelaną i niedopałkami
z rozpływającym się łóżkiem znaczonym
zasychającymi powoli słodkimi plamami
przysięgam że zaraz wstanę
bo im bardziej mięknie i topi się świat
tym większa lekkość wypełnia mi pierś


znajdą mnie lewitującego pod sufitem
zahaczającego nosem o lampę
jak mucha zapominająca co pięć sekund 
o poprzednich zderzeniach z szybą
i pójdą dalej zrywać 
obluzowane klepki w podłodze
opukiwać okleiny
kluczyć językiem pomiędzy 
kępkami pleśni w kuchni
poszukiwać prawdziwych cudów

chwiLe szczerości

a co jeśli umarłym też udziela się to
co mówimy sobie żywi w chwilach największej szczerości
czy siła intencji daje radę przenikać przez zasłonę przybytku
czy spełnia się to czego dla siebie chcemy
jeśli wypowiemy to wystarczająco dobitnie
od dwunastego roku życia wyobrażam sobie
jak będzie wyglądała moja biografia
pomysłów edytorskich było już kilka
jeden bardziej pretensjonalny od drugiego
nie zmienia się jedno
chcę aby ktoś napisał moją biografię
wyreżyserował film
żeby kolumny wspominkowe 
wysypywały się ludziom z lodówek
żeby prawa autorskie sprzedawały się na pniu
żeby na dzień po rozsyłali sobie 
nieodpowiednie w tonie memy
przysięgam że na łożu śmierci
wyznaczę osobę która ma zatańczyć na grobie
policjanta który ją ściągnie
i tłumek który to nagra
narcyzm
psychiatra którego widziałem tylko raz
wypowiada to słowo
z ledwie zauważalnym zażenowaniem
tak jakby obawiał się że termin
który dla niego jest neutralny
dla mnie będzie nieprzezroczysty
i potrzebuję filtra ironii
kiwam głową z oczami otwartymi jasno
narcyzm
a co jeśli umarłym też udziela się to
w szczelinie między mną a mną
zakorzenia się twoje słowo
rzucone pewnie i bez namysłu
ale coś już zadecydowało o jego zakorzenieniu
nagle pomiędzy mną a mną
zachodzi coś całkowicie nowego
coś co od tej sekundy
wydaje się wieczne
zjadłam cały ogień i teraz
trzęsę się ze wstydu
stukot kopyt ciągnie się za czarnym płaszczem
przez długie długie sekundy
szczególnie wtedy gdy pada deszcz

Krzysztof Wysłouch (ur. 2000) – studiuje kulturoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Interesuje się popkulturą, queerem i miastami. Okazjonalnie slamer i aranżer, pisuje piosenki i recenzje muzyczne. Publikowany w magazynach „Szajn” i „KONTENT” oraz zinie inicjatywy poetyckiej X-Philes.