Opór w szkolnym kiblu

recenzja tomu „right into pod tramwaj”

Czas przejechać się różowym tramwajem z myszą na ramieniu. Przez okna widać zasmożone (śląskie) miasto. Pot spływa stróżkami, o nogi obija się torba z rolkami, w garści puszka monsterka. Jest trochę niekomfortowo, ale też słodko i nastoletnio. Budynki są duże, a ty takie malutkie. Za chwilę się spotkacie, wciągniecie rolki i zaczniecie śmigać we dwoje gdzie oczy poniosą. Czy to bezpieczne? Nie bardzo.

„right into pod tramwaj” Anouka Hermana to różowy (od stóp do głów), zwichrowany i cute tomik poetycki napisany odważnie z queerowej perspektywy. Jest tam dużo o bezbronnych myszach vs mieście uwikłanym w prekariat, kryzys bezdomności, bezrobocie, chore systemy więziennictwa i edukacji. Dużo tu „trudnych tematów”, jednak nie jest to wcale wadą tej książki. Niesamowitą cechą pisania Anouka jest pogodzenie dwóch rzeczy: dystansu do samego siebie i głębokiej wrażliwości, która wykracza poza to, co dotyczy osobę autorską bezpośrednio. To bez wątpienia książka zaangażowana, ale w żadnym razie nie łopatologiczna. Czytając teksty Anouka, zostajemy rozbrojone na długo przed tym, zanim mogłybyśmy się nimi znudzić czy oskarżyć je o patos. Historie w tomiku opowiadane są szczerze i bezpretensjonalnie, nic nie stoi tu na przeszkodzie, by zestawić motywy z zupełnie różnych rejestrów, np. kremacji i chleba razowego z Biedronki.

Samo poczucie humoru zdaje się mieć ogromne znaczenie w „right into pod tramwaj”. Zamiast ironii czy cynizmu znajdziemy tu zabawne sploty słów, wstawki jak z piosenek, wiersze wykrzaczone i przekorne. Humor sieje tu ferment, ale też oswaja, udomawia. Podczas lekturki myślimy: uau, z tego się zwykle nie śmiałośmy, a już na pewno nie w taki sposób. To wszystko potęguje wrażenie, że czytamy o rzeczach codziennych – smutnych, a jednocześnie uwikłanych w żarty i powiedzonka. Nie znajdziemy tu żadnej kłirowej martyrologii z cyklu: Polska to taki beznadziejny kraj, jak tu niektórym ciężko żyć! Zamiast tego czuć tu realne zaangażowanie, chęć edukowania się i zrozumienia procesów zachodzących w otaczającej rzeczywistości (takich jak intersekcjonalność wykluczenia wg Kimberlé Crenshaw).

Jedną z istotniejszych cech książki jest jej niezaprzeczalna queerowość. Przejawia się ona między innymi na poziomie języka, którym osoba autorska posługuje się nieortodoksyjnie i z rozmachem. Spaja nieprzystające rejestry, tworzy nieistniejące dotąd formy na własne potrzeby, dopasowuje słowa jak kawałki plasteliny. Bunt wobec wszelkich binaryzmów, które osaczają jak spojrzenia przemocowych chłopaków z blokowiska, wraca jak refren. Pojawia się w wierszach takich jak „winda” (w kontekście społecznym, genderowym) czy „fluid” (w kontekście cielesności). Wątek queerowego ciała jako wyzwania czy wręcz zmagania pojawia się w poruszającym wierszu „breastless” czy „thinspo”. Mocnym motywem jest też niemożność zakomunikowania otoczeniu swojej queerowości – okazuje się, że właściwie lepiej nic nie mówić, bo „gdy milczę to jestem bliżej”, a rozmowa i tak zakończy się stwierdzeniem, że „ciotka cila była lesbijką” (tą jedyną legendarną lesbijką, która znajdzie się w każdej rodzinie).

Szkoła i ekscytująco-rozczarowujące dorastanie to też kluczowe wątki dla „right into pod tramwaj” (patrz: tekst „b mocno cb kochałam”, który wygrał konkurs* w kategorii cute i „naucz mnie kłiru a nie matematyki”, który wygrał w kategorii manifest). Okazuje się, że narzędzia, w które wyposaża nas system, w niczym nam się nie przydadzą, a wręcz przyczynią się do szkolnej traumy. Czasem pozostaje już tylko wykafelkowana przestrzeń, pobazgrana, popękana, zadymiona, ale wreszcie prywatna, wyjęta spod władzy systemu. Drzwi są na zasuwki, można się tu przelizać, popłakać, czy po prostu ukryć. Właśnie taki opór w szkolnym kiblu zdaje się celebrować tomik Anouka.

„right into pod tramwaj” imponuje mi przede wszystkim bezkompromisowo szczerą narracją. Mam też wrażenie, że osoba autorska nigdy nie wartościuje swoich ani niczyich doświadczeń. Nie poprzestaje też na opisywaniu własnych trudności, zawsze idzie o krok dalej. W każdym niemal wierszu natrafiamy na plot twist, który pozostawia nas z jakąś niezgodą, wizją zmiany, wyczula na przemoc i wykluczenie. Jeśli ten tomik jest w pewnym sensie głosem pokolenia, jak chcą niektórzy recenzenci, to totalnie się pod nim podpisuję. UwU.

*ten konkurs nie istnieje jkbc

Ola Wewior: lubi grzebać w dnie jeziora, ma skomplikowaną relację z papryką. Zbiera wyrzucone warzywa w mieście Poznań. Czyta książki na hamaku i robi w nim dziury łokciami. Publikowała teksty w Szpolu, Szajn i Tlenie Literackim.